Wenezuela/Kolumbia – Amazonia

Minęło kilka dni od miesięcznej wyprawy do Amazonii… Chodziło to za mną od kiedy pamiętam… chęć zamieszkania z rdzennymi społecznościami na terenie w Amazonii. Możliwość uczestniczenia w ich codziennym życiu w harmonii i zgodzie z naturą z dala od wszechobecnego syfu cywilizacji. Trudno mi opisać radość i satysfakcję jaka mi towarzyszy, wyprawa, która w dużej mierze zawierała delikatnie mówić mało „komfortowe” akcenty życia codziennego… wilgotność i temperatury jak w parniku, insekty, które chcą zjeść żywcem wszystko co się rusza i oddycha, niektórzy dosadnie się o tym przekonali. Obcowanie na takim terenie to niemały przywilej, łazienka w rzece, spanie w hamakach na łonie natury, przyroda jak z widokówek, odgłosy zwierząt, roślinność, soczyste świeże owoce, których u nas spróbować nie ma jak i społeczność ludzi prawdziwie szczęśliwych i radosnych cieszących się chwila obecną, to tylko część wspaniałych doświadczeń. Głównym celem wyprawy do Wenezueli było wsparcie materialne dla ludu Piaroa i dotarcie do góry Autana. Przed wyjazdem rozpalała moja wyobraźnię. Ogromna skalna formacja wyrastająca z gęstej dżungli, dla ludu Piaroa, wzgórze Autana jest świętą górą. Mitologia Piaroan mówi, że wierzchołek drzewa sięgał tak wysoko, jak nieskończoność, a jego gałęzie były pełne owoców, które spadały i dawały życie Amazonii. Dotarcie tam nie było łatwe, po kilku dniach podróży wyłoniła się piękna majestatyczna…aż dech zapiera, oglądanie jej z bliska to wzniosła chwila… Wyjątkowa również była możliwość uczestniczenia w obyczajach i korzystanie z ich praktyki medycyny naturalnej, wyjątkowe doświadczenie… Po stronie Kolumbijskiej na południu dokładnie w rejonie Putumayo czekała cała gama innych doświadczeń tych przyrodniczych i tych związanych z medycyną gdzie gościła nas społeczność ludu Cofan. Dla mnie to były absolutnie nowe doświadczenia które ciężko ogarnąć rozumem…(to zostawię dla siebie). Tereny przy granicy z Ekwadorem gdzie kilometrami ciągną się plantacje ładnych „krzaczków z zielonymi listkami”, których strzegą panowie z karabinami świadczyły, że warto być ostrożnym… 🙂 To była długa wymagająca podróż przez 2 piękne kraje, która dała mi spełnienie. Dziękuję Darek za możliwość uczestniczenia w tym spektakularnym wydarzeniu. Dziękuję całej ekipie z którą byłem i miałem przyjemność Was bliżej poznać. Być może nie zrealizowałbym tego marzenia gdyby nie moja Dagmara, choć masz mnie już pewnie powyżej dziurek w nosie…;-) i choć nie bardzo potrafię Ci to okazać to Tobie jestem wdzięczny najbardziej. Dziękuję bardzo. Kocham Cię. Adiwua! Aho!.

Przewijanie do góry